darkheush
Stary zgred
|
Pudelek było z nami (grupa Xagi) prawie dokładnie tak jak piszesz.
Wyszliśmy z Xagą i moją połówką z Praciaków ok 15.20. Trasa wyciągu i czerwony szlak do rozstaju pod Łamaną w miarę bezkolizyjnie. Śnieg tak mniej więcej po kolana, czasami więcej, ale dało się iść. Pierwszy raz gubimy drogę tuż po zejściu na zielony/niebieski w stronę Gibasów. Plątamy się bez ładu i składu ok. pół godziny. To chyba wtedy Xaga robi pierwszy telefon do Dakoty odnośnie naszej niezbyt ciekawej sytuacji. Jak patrzę teraz z perspektywy kiku/kilkudziesięciu godzin to już wtedy powinniśmy dać sobie spokój. Ale wreszcie odnajdujemy zielone znaki i brniemy dalej. I tak aż do rozstaju niebieskiego i zielonego pod Gibasowym. Wchodzimy w te gołoborza i totalnie gubimy kierunek. Co gorsze zaczęło wiać i walić śniegiem jak przed wojną. Xaga wykonuje w chwilach gdy ma zasięg, kolejne dramatyczne telefony do Dakoty. Wiemy od niej, że z chaty wychodzi nam na przeciw Pająk. Robi się godz. 21.00 a my w przysłowiowym lesie. Ok 22 łapiemy na krótką chwilę kontakt głosowy (gwizdy) i wzrokowy (światło czołówki) z Pająkiem, z tym że to nie trwa długo przez ten cholerny wiatr. Ok godziny 23 znów łapiemy kontakt z Pająkiem, lecz tu znów wiatr wyczynia harce. Raz słyszymy go z przodu, raz poniżej nas, po prawej, a w końcu ZA NAMI Na całe szczęście jakoś trafiamy na siebie. Dalszy przebieg naszej wyprawy wygląda równie ciekawie. Już z Pająkiem wracamy po jego śladach. Do czasu. W końcu Pająk trafia na miejsce gdzie jego ślady od chaty są już gładko zawiane i chyba w tym momencie Pająk gubi kierunek. Zataczamy kółko i lądujemy w końcu na południowych stokach Gibasowego. Godzina 0.15 - krótka rozmowa. Pająk rzuca temat: Schodzimy na przełaj w dół, czy dalej szukamy chaty. Jedyna odezwała się Xaga - "Schodzimy". Nikt nie oponował. Po 10 godzinach rycia w tym śniegu nawet nie chciało mi się gadać. Nie wiem jakim cudem trafiamy na niebieski szlak na Kocoń, ale tu też nie było za ciekawie. Rycie po pas w śniegu. Ok. godz 3.00 w nocy dochodzimy do jakiejś chałupy i to nas ratuje. A co było dalej niech napiszą Xaga lub Pająk
Wiem nie mamy do Was żalu. Kris dzwonił do mnie wieczorem (jak błądziliśmy po Łamanej i Gibasowym) co się z nami dzieje, a potem w nocy czy żyjemy jak już się zainstalowaliśmy na tej chałupie, jeszcze dostałem opr od Krisa że nie dałem znaku że żyjemy, bo się nas martwią (pierwsza rozmowa 18:13, ostatnia - 03:26).
A jednak nie przyroda, tylko my okazaliśmy się silniejsi. W końcu żyjemy, a naprawdę mogło się źle skończyć. Dzięki Pająk za wszystko Acha kask masz u mnie w Andrychowie Na osłodę: W końcu BeskidoCZUBY spotkały się w komplecie. Co prawda w knajpie, ale w komplecie Jeśli coś porąbałem odnośnie godzin i faktów, to niech mnie Xaga, Dakota, i Pająk wyprostują. Pisałem to na szybko pod wpływem jeszcze nie wygasłych emocji. Po prostu tak to pamiętam. |
||||||||||||||||||
Ostatnio zmieniony przez darkheush dnia Pon 0:28, 16 Lut 2009, w całości zmieniany 5 razy |
Pudelek
Ogarniacz kuwety
|
ja nie szedłem z Basiów, tylko z Potrójnej takim skrótem na koniec asfaltu, potem cofałem się do szlabanu, czyli pewno w to miejsce, o którym mówisz. generalnie Pająk z Sabiną szli od Basiów na Gibasy 4 godziny. mieli ten plus, że przynajmniej widzieli gdzie iść po moim śladzie
Ola miała laptopa z bodajże 16 GB tekstów, a ja czytałem "Cesarza" Kapuścińskiego w sumie po raz pierwszy od dawna w górach coś czytałem po za gazetami
silniejsza odnośnie zamiaru, aby spotkaliśmy się wszyscy na Gibasach. a co złego skończenia, to chyba wszyscy mieli już czarne myśli. nie wiedziliśmy co robić, czy dzwonić gdzieś po pomoc? najpierw na prośbę Pająka (kiedy się już zgubili) Dakota wyszła przed chatkę i gwizdała na palcach. potem ja próbowałem gwizdać przez gwizdek z plecaka Pająka. następnie Sabina ze mną, a potem z Dakotą krzyczą w ciemność - może ktoś usłyszy, choć przy tym wietrze realnie nie było szans. potem Sabina z Dakotą idą kilkadziesiąt (?) metrów w kierunku lasu, aby tam krzyczeć! w końcu wreszcie chyba Xaga dzwoni do Staszka, że schodzicie i mogę zawołać do dziewczyn, żeby wracały do chatki (przy chatce ledwo było słychać ich krzyki). przez ten czas (nie wiem, może kilkanaście minut) wiatr zdążył już zawiać ślady, którymi szły na miejsce wydawania efektów dźwiękowych |
||||||||||||||||||||
Ostatnio zmieniony przez Pudelek dnia Nie 23:17, 15 Lut 2009, w całości zmieniany 1 raz |
taki1gość
|
Ogólnie warunki dały w kość każdemu. My mimo, że szliśmy w 3 od Leskowca i przecieraliśmy na zmianę to i tak szło to wszystko jak krew z nosa. Decyzję o zejściu podjęliśmy wspólnie oceniając nasze realne szanse dotarcia na Gibasy. Jeśli nawet dalibyśmy radę to pewnie bylibyśmy skrajnie wycieńczeni. Odwrót był najlepszą z możliwych decyzji. Tu już nie ma żartów. Czasami trzeba odpuścić...
|
||||||||||||||
Ostatnio zmieniony przez taki1gość dnia Nie 23:33, 15 Lut 2009, w całości zmieniany 1 raz |
darkheush
Stary zgred
|
Pudelek nie zaprzeczę. W naszej grupie to chyba oprócz Pająka wszyscy. A najlepsze co mi mówił Pająk przy kominku. Nie wiedział czy to my gwizdamy czy jakaś inna ekipa się zagubiła w Gibasach. Po prostu zgłupiał. |
||||||||||||||||
Ostatnio zmieniony przez darkheush dnia Pon 0:07, 16 Lut 2009, w całości zmieniany 3 razy |
andre
|
Siedzę i czytam jak jakąś powieść katastroficzną.
No relacja niczym, ta kiedyś zamieszczona z zimowego przejścia głównego szlaku beskidzkiego (SMS-owa). Piszcze, piszcie, bo emocje opadną. Szacuneczek dla Was wszystkich i czekam na następne wpisy "poszkodowanych" przez moce natury he he he |
||||||||||||||
|
Pudelek
Ogarniacz kuwety
|
ja zdążyłem zrobić fotorelację:
[link widoczny dla zalogowanych] nie mam niestety (albo na szczęście) zdjęć z sobotniego przebijania się na Gibasy, aparat schowałem do plecaka, żeby mi nie przeszkadzał. niedzielne zejście do Koconia fotografowała Dakota i pewno wkrótce zamieści odpowiednie zdjęcia dorzucam jeszcze dwa filmiki: http://www.youtube.com/watch?v=G4AtiG6lTr4 ubijaczka http://www.youtube.com/watch?v=7x2_6wSLMXA klimat na zewnątrz chatki (na końcu, kiedy jęknąłem, to uderzyły mnie drzwi rzucone wiatrem) |
||||||||||||||
Ostatnio zmieniony przez Pudelek dnia Pon 13:31, 16 Lut 2009, w całości zmieniany 2 razy |
Piotrek
Administrator
|
No niezłą jazdę mieliście
Ale przez to ten zlot dłużej Wam w pamięci zostanie, nie zgubi się wśród wielu innych. |
||||||||||||||
|
chemica
|
No nie powiem-ekipa Xagi i Pająk-ale Wam dało popalić! I wcale nie jest do śmiechu, wręcz odwrotnie. Normalnie jak czytam te relacje to mi serce szybciej bije, czuję ten oddech zmęczenia, te ostatki sił...
Wielki szacun dla Was za odwrót i cieszę się,że wszystko dobrze się skończyło. |
||||||||||||||
|
darkheush
Stary zgred
|
Dorzucam swoje fotki:
[link widoczny dla zalogowanych] Niestety nie ma zdjęć z tych najbardziej dramatycznych godzin. Nie w głowie mi było fotografowanie, choć aparat miałem na wierzchu. |
||||||||||||||
|
chemica
|
Twarde Bestie z Was i tyle
|
||||||||||||||
|
tomix
|
Daliście nieźle czadu!
P.S. Xaga! Czekamy na twoją relacje! P.S. P.2 Kilka fotek z nieudanego,niedzielnego zdobywania Szyndzielni żółtym: ...te ładne pasemka na szlaku, to metrowe zaspy Ale najgorszy były lodowate porywy wiatru. |
||||||||||||||
|
xaga
Moderator
|
Będzie to relacja "ku przestrodze": Kris już dawno pisał do mnie, że w ten weekend planuje wybrać się gdzieś w Beskid Mały - zaczął zwoływać ekipę, padło na Gibasy, miejsce zaklepałam u Staszka. Na trasę umówiłam się z darkheushem i Renią - wyruszamy z Rzyk Praciaków w sobotę już dość późno - 15:20. Mając w pamięci niedawną wycieczkę na Hale Rysiankę/Lipowską/Boraczą myślę sobie, że powinno być podobnie (wtedy wychodziliśmy jeszcze później). Niby pada śnieg, ale idziemy w trójkę - jakoś dotrzemy, szłam tą trasą już nie raz. Z Rzyk wzdłuż wyciągu, narciarze patrzą na nas z niedowierzaniem, jeden mówi: "podziwiam", ja sobie myślę: "też podziwiam, bo bym nie zjechała z tej górki na nartach" Docieramy do czerwonego szlaku i obieramy kierunek na Łamaną Skałę. Zaczynają się "schody" a raczej zaspy, ale nie jest najgorzej. Śniegu mamy po kolana, trochę jeszcze sypie. Im bliżej szczytu, tym zaczyna go przybywać, zmieniamy się z darkheushem w przecieraniu szlaku. Patrzę na otoczenie z niedowierzaniem - skąd tyle śniegu?!? Jak na razie przecieranie szlaku udami sprawia mi frajdę. Otrzymuję sms'a od dakOty, że oni już siedzą w ciepełku na Gibasach z Pudelkiem, czekają na nas. Jesteśmy blisko skrzyżowania szlaków, ale za bardzo nie możemy się do niego przebić - jest tam odsłonięty kawałek polany, śniegu nawiało, w dodatku nadal sypie a w połączeniu z silnym wiatrem staje się on bardzo dokuczliwy. Jakoś trafiamy na drogowskaz, teraz zielonym i niebieskim, widzimy przed sobą jakieś 5 m ładnie odsłoniętej ścieżki, żadnych zasp...ale za zakrętem, za drzewami już się czają... Miałam nadzieję, że szlak będzie przedeptany przez ekipę Krisa, jednak wkrótce darkheush kontaktuje się z nim i dowiadujemy się, że oni zrezygnowali, wrócili do Andrychowa. My brniemy dalej. Już na początku gubimy szlak (o matko!-jak on jest źle oznakowany!). Błądzimy trochę po lesie i decydujemy się wrócić po śladach do rozstaju szlaków. Za drugim razem już się udaje dobrze obrać kierunek, ale idąc dalej jest jeszcze kilka niepewnych miejsc. Docieramy do miejsca, gdzie niebieski odbija w lewo, teraz jeszcze przejść obok Gibasowego Wierchu, kawałek lasu i jesteśmy u Staszka (mam ten odcinek w głowie, bo już tyle razy tędy szłam). Ale tutaj Beskid Mały pokazuje na co go stać, jest ciemno, wieje silny wiatr, niesie ze sobą śnieg, odcinek szlaku jest pozbawiony drzew - nie wiemy którędy iść, którędy trawersować... widoczność na parę metrów, moja czołówka zdycha. Byłam tu więc idę pierwsza, ale nie mam pojęcia jak iść. Dzwonię do dakOty czy to ona do mnie... już sama nie wiem-byłam w szoku... mówię o naszej sytuacji. W myślach przewijają mi się relacje z akcji ratowniczych, opowieści o wykopywaniu jamy w śniegu, o dawaniu znaków lampą błyskową aparatu. Zostanie w miejscu i schronienie się w śniegu to dla mnie ostateczność, jak na razie niewyobrażalna - jesteśmy zmęczeni, zmarznięci, moje rękawiczki są pokryte śniegiem/lodem, dłonie mi zamarzają. Jest mi zimno, tempo marszu (jakiego marszu!?!? robię jeden krok na minutę lub jeszcze gorzej...) nie rozgrzewa wcale , więcej myślę niż robię (za dużo myślę...). Na odwrót jest już stanowczo za późno. Wiemy, że Gibasy są "za rogiem", tylko którym... Dzwoni mój telefon - pająk informuje mnie, że rusza nam na przeciw... nadzieja zaczyna się tlić. Brniemy przed siebie lub w podobnym kierunku, czuję, że jesteśmy trochę za nisko w stosunku do linii szlaku, ale jak widzę powyżej zaspy w granicach 2,5-4 metry moje siły opadają do zera. Po jakimś czasie coś zaczynamy słyszeć - nie wiemy, czy to się nam wydaje czy rzeczywiście pająk idzie nam z odsieczą... Jednak! to on! sporo czasu jeszcze upływa nim udaje się nam spotkać. I tak wiemy, że to cud, że w ogóle nam się to udało! Idziemy z pająkiem po jego śladach, które w pewnym momencie znikają!!!...wiatr zawiał je w tak krótkim czasie Błąkamy się po Gibasowym Wierchu, już całkiem tracąc orientację w terenie, z północnego zbocza nie wiadomo kiedy przenosimy się na południowe (mi wciąż się wydaje, że jesteśmy na północnym). Chwila odpoczynku, regenerujemy siły czekoladą. Idziemy dalej, chociaż nie wiemy gdzie. Kontaktujemy się z ludźmi na Gibasach - mają wyjść przed chatę i gwizdać, krzyczeć...ale nie dochodzą do nas żadne odgłosy. Godzina 24.00 pająk pyta: "Idziemy dalej czy schodzimy na dół"? Chwila ciszy, odpowiadam-"schodzimy". W dół prowadzi darkheush, pająk dzwoni do chatki i informuje o naszej decyzji. Cudem trafiamy na niebieski szlak - no to teraz mniej więcej wiemy, gdzie jesteśmy, ale schodzimy, na Gibasy nie tym razem... Widzimy na mapie, że na polanie poniżej, obok szlaku, mają być zabudowania. Idziemy tam. Ale nie jest łatwo-pająk przeciera szlak udami, śniegu po pas, dodatkowe utrudnienia to wiatrołomy-przeciskamy się pod nimi wpadając do białego puchu. Idę na końcu, zmęczenie daje się we znaki-na nogach już jesteśmy ponad 8 godzin bez żadnego dłuższego odpoczynku. Gdy się zatrzymuję i opieram na kijkach aby odpocząć, łapię się na tym, że zasypiam - normalnie ucinam sobie kilkusekundowe drzemki-masakra!!! Gdyby nie nawoływania Reni, bym szła, to gdzieś tam bym wpadła w zaspę i zasnęła... Około 03.00 w nocy docieramy do polany, jeszcze nigdy nie cieszyłam się tak na widok zabudowań... Dosłownie "wbijamy się" do pierwszego domu (o szczegółach za bardzo nie ma co opowiadać... rano wszystko wyjaśniamy z właścicielką). Palimy w piecu w kuchni i w kominku w pokoju, posilamy się, suszymy ciuchy. pająk dzwoni do Sabinki, że jesteśmy ocaleni, jednak jak się okazuje przy spotkaniu już na dole, ta nic takiego nie pamięta. Jak rozpoznać, czy to wszystko to sen czy rzeczywistość... W niedzielę schodzimy niebieskim szlakiem w stronę Koconia, szlak z początku nawet odgarnięty przez tubylców, ale dalej już tylko jako takie ślady... pająk znów przeciera nam szlak. Mamy informacje od Staszka, że kawałek sprowadził grupę z Gibasów. pająk sporą część swojego bagażu nakazał zostawić na Gibasach-wróci po to jak stopnieją śniegi... Docieramy wreszcie do Koconia Przydawki, gdzie w knajpie oczekujemy na grupę z Gibasów. Jakże się ucieszyłam na widok tych wszystkich czubów!!! Chwila odpoczynku, wymiany wrażeń i z Renią, Pudelkiem i darkheushem pędzimy w stronę busa jadącego do Bielska-Białej. Wcześniej dakOta z kotOlą, Zuzią i Achimem obierają kierunek na Suchą Beskidzką. Do domu docieram przed 19-tą wyczerpana... a dzisiaj rankiem czułam wszystkie mięśnie-potężne zakwasy. No w końcu pływanie w śniegu nie jest takie łatwe... Kilka spostrzeżeń wartych zapamiętania: 1. Nie wybierać się w góry jak od kilku dni pada śnieg i jak w obecnej chwili też pada. 2. Zimą starać się wędrować za dnia. 3. Jak mawiał mój profesor: "Umiesz liczyć, licz na siebie" - nie nastawiać się, że ktoś wcześniej przetrze nam szlak, bo i tak po godzinie wiatru i padającego śniegu z tego przecierania nic nie zostanie. 4. W zimie nawet Beskid Mały może urosnąć do rozmiarów Himalajów. kilka zdjęć w albumie: [link widoczny dla zalogowanych] p.s. przepraszam za ten wywód... ale chyba musiałam to wyrzucić z siebie chwilowo "wyleczyłam się" z gór co najważniejsze - jesteśmy cali i zdrowi - dziękuję - szczególnie pająkowi za uratowanie nas,dziękuję ekipie z którą szłam, dakOcie i Staszkowi za podtrzymywanie na duchu przez telefon... i Wam wszystkim "czubom", że w końcu spotkaliśmy się na dole ******************************************************** Pudelek - świetny ten filmik z ubijaniem jajek sielanka... a myśmy tą sielankę przerwali |
||||||||||||||||
Ostatnio zmieniony przez xaga dnia Pon 23:28, 16 Lut 2009, w całości zmieniany 1 raz |
buba
|
czemu? to chyba jeden z najciekawszych momentow? nie ukrywam ze mnie najbardziej ten moment wyprawy interesowal a tu kazdy go skrzetnie pomija nigdy nie zapomne opowiesci kumpla jak wchodzili o 2 w nocy zima do zamknietego schroniska przez okno na pierwszym pietrze..i zdjec jak gospodarzyli w opustoszalym obiekcie.. i listu do wlasciciela ktory zostawili.. ale z waszych opowiesci wynika jedno-ze zima to nie ma co porywac sie na dlugie trasy.. najlepiej dojsc do chatki jak najkrotsza droga a potem jak zostanie czas to polazic gdzies wokol.. dobrze ze nikomu nic sie nie stalo!! BYLE DO WIOSNY! |
||||||||||||||||
Ostatnio zmieniony przez buba dnia Pon 23:41, 16 Lut 2009, w całości zmieniany 1 raz |
Pudelek
Ogarniacz kuwety
|
ja bym dodał jeszcze punkt 5 - nie wychodź bez kompasu (choć sam nie noszę), ale gdyby ktoś z ekipy albo Pająk miał kompas to na pewno byłyby większe szanse na trafienie na Gibasy.
kurczę, byliście tak blisko, a tak daleko...
właśnie wydawało się, że to nie są długie trasy. nawet nie latem, ale np. w styczniu tę trasę by przeszli w całości w maksymalnie w 2 - 2,5 godziny. przecież mój skrót to normalnie pół godziny - teraz ponad 2,5! przelicznik w tych warunkach to każde 15 minut normalnie to teraz godzinę albo i więcej, pod warunkiem, że nie zboczymy z drogi. a na łażenie wokół chatki to już nikt nie miał ochoty - uwierz mi |
|||||||||||||||
Ostatnio zmieniony przez Pudelek dnia Pon 23:48, 16 Lut 2009, w całości zmieniany 2 razy |
IV Mini Zlot Beskidoczubów 14-15 luty |
|
||
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2004 phpBB Group
phpBB Style created by phpBBStyles.com and distributed by Styles Database.
Powered by phpBB © 2001-2004 phpBB Group
phpBB Style created by phpBBStyles.com and distributed by Styles Database.